[PL]    [PL] [EN]

Udany Występ Na Półmaratonie Warszawskim

     Moje przygotowania do Półmaratonu Warszawskiego nie przebiegały w tradycyjny sposób. Dwa tygodnie przed startem brałem udział w Limassol Marathon na Cyprze- gdzie zresztą zwyciężyłem. Po starcie w maratonie spasowałem z treningami, żeby odzyskać siły i zregenerować się po tak wyczerpującym starcie. Wykonywałem mało obciążające treningi, w granicach 8-12km, a jedynym szybszym akcentem były rytmy. Bardziej skupiłem się na eksploracji wyspy i degustacji tutejszych specjałów. Z perspektywy czasu oceniam, że dwa tygodnie, to niestety za krótki okres na pełną regenerację i powrót do 100% dyspozycji i formy. Zapraszam do krótkiego sprawozdania ze startu w Warszawie.

     Dzień przed Półmaratonem Warszawskim towarzyszyłem zawodnikom mojego Teamu na ostatnich zawodach z Cyklu „zBiegiemNatury”, które odbywały się w Olsztynie. Wyjątkowo uczestniczyłem w imprezie w roli kibica. Dopingowałem swoich zawodników, a po starcie gratulowałem uzyskania nowych „życiówek”. Po emocjach związanych ze startem Team Kopeć udałem się do Warszawy. Wstałem około godziny 7:00, zjadłem lekkie śniadanie i ruszyłem na spotkanie z kolegą z drużyny (Łukasz Oskierko). Po dotarciu na miejsce startu wyruszyliśmy na rozgrzewkę (ok. 50 min. przed rozpoczęciem rywalizacji). Startując w biegach wymagających dłuższego wysiłku (półmaraton, maraton) nie poświęcam zbyt dużo czasu na rozgrzewkę. Staram się nie tracić energii, poza tym w trakcie biegu (ponad 21km) ciało ma wystarczająco czasu na rozgrzanie się. Moja tradycyjna rozgrzewka prezentuje się następująco:

1. 15 min truchtu;
2. 20 min rozciąganie/ sprawność
3. 15 min przed startem mocniejszy dłuższy rytm około 100-150m, następnie dwa kolejne w spokojnym tempie- po takiej rozgrzewce jestem zwarty i gotowy do startu.

     Moim celem w Półmaratonie Warszawskim było złamanie granicy 1:05:00. Na starcie stanąłem w drugiej linii za Kenijczykami. Po wystrzale startera ruszyłem odważnie, jak mam to w zwyczaju. Bardzo szybko okazało się, że Kenijczycy reprezentują wysoki poziom i stwierdziłem, że nie ma sensu z nimi biec. Zdecydowałem się być sobie „sterem i okrętem” i sam utrzymać tempo biegu. Na trasie okazało się, że mam dwóch kompanów, mowa o Arturze Kern i Damianie Pieterczyk. Przez pierwsze 3 km tempo było spokojne (3:08-3:10/km) i na prowadzeniu był Damian Pieterczyk, po tym odcinku stwierdziłem, że tempo jest za spokojne i postanowiłem trochę podkręcić atmosferę. Kolejny kilometr przebiegłem w 2:58. Artur dotrzymał mi kroku, natomiast Damian został z tyłu. Zaczęliśmy współpracować z Arturem i motywować się nawzajem. 5 km minęliśmy z czasem 15:30. Tempo biegu mi odpowiadało. Potem czekał nas długi zbieg w kierunku Wisłostrady, po którym mój zegarek- Adidas MiCoach Smart Run- wskazał 2:52/km. Po zbiegu wbiegliśmy do tunelu, gdzie wyszedłem na prowadzenie i nadawałem tempo biegu. W tunelu czułem się znakomicie, natomiast wydawało mi się, że mój towarzysz przechodził niewielki kryzys, gdyż biegł około 2 metrów za mną- moje przypuszczenia potwierdził zresztą po biegu. Znając Artura (studiowaliśmy i trenowaliśmy razem w USA) miałem świadomość, że ma mocną „psyche” i ogromne doświadczenie (r.ż. 1:04:50) i tak łatwo nie odpuści. Nie zawiódł mnie- po wybiegnięciu z tunelu (odcinek ok. 500m) Artur zrównał się ze mną i zostawił kryzys daleko za sobą. Po 10km Artur wyszedł na prowadzenie i zaczął nadawać tempo biegu. Widząc dwóch Kenijczyków, którzy osłabli zrodziła się we mnie nadzieja na 10 miejsce (biorąc pod uwagę, że przegrałbym z Arturem). W prawdzie na 12 km dogoniliśmy jednego z Kenijczyków (który ostatecznie zszedł) i staraliśmy się dogonić kolejnego, to na 13 km poczułem zmęczenie mięśniowe i niestety nie zdołałem dotrzymać Arturowi kroku . Nie był to kryzys, uważam, że po prostu było to zmęczenie po maratonie na Cyprze. W tym momencie zostałem sam na placu boju. Walczyłem sam z czasem i ze sobą, starając się gonić Artura i Kenijczyka, którego Artur doszedł na 15 km. 15 km przebiegłem z czasem 46:41 (lepszy rezultat niż moja oficjalna życiówka na tym dystansie),wynik ten dawał mi jeszcze nadzieję na wynik w granicach 1:05:00. Niestety nie dałem rady utrzymać tego tempa. Odcinek przebiegający przez Park Łazienki, po szutrowej drodze dobił mnie, a podbieg na Agrykoli dokończył dzieła. Po przebiegnięciu tego ciężkiego odcinka, zdołałem jeszcze przyspieszyć, ale już wiedziałem, że nie dam radę zbliżyć się do granicy 1:05:00. Więc starałem się dać z siebie wszystko, aby połamać chociaż granicę 1:06:00. Nie udało mi się i to. Na 18 km złapała mnie delikatna kolka, która jednak nie przeszkodziła mi w kontynuowaniu biegu we wcześniejszym tempie. Na metę wpadłem 11, jako drugi zawodnik z Polski z czasem 1:06:14. Bardzo się cieszę, że mimo wszystko uzyskałem dobry czas. Wprawdzie nie taki o jakim marzyłem, ale każda życiówka cieszy i motywuje do dalszej pracy. Wynik który uzyskałem na pewno będzie motywował do tego, aby ciężej i jeszcze wytrwalej trenować.

Chciałbym również pochwalić całą drużynę- SKLEPBIEGOWY.COM, z którymi wygraliśmy klasyfikację drużynową:


1. Wojciech Kopeć- 1:06:14

2. Artur Jabłoński - 1:07:54

3. Łukasz Oskierko – 1:08:30

4. Angelika Mach – 1:17:41

 

Gratuluję mojej drużynie!!

Na koniec chciałbym napisać kilka słów dotyczących samej organizacji imprezy. Chciałbym się skupić na temacie Elity biegu i ufundowanych nagrodach w poszczególnych klasyfikacjach. Moim zdaniem organizator się nie popisał. Polska Elita została zepchnięta na drugi plan, na rzecz międzynarodowych biegaczy. Po tym biegu widać, że był on nastawiony wyłącznie na uzyskanie korzyści finansowych (przez organizatora). Może mój czas nie był wyśrubowany, ale prześcignąłem kilku zawodników, którzy zostali zaproszeni jako Elita (zagwarantowano im: hotel, zwrot kosztów dojazdu, sprzęt adidasa, pakiet startowy). Uważam, że jeżeli zaprasza się 10 zawodników z „czarnego lądu” to powinno się zwiększyć pulę nagród z 10 na 20 i dać szansę zarobienia zawodnikom z Europy, a w szczególności z Polski. Przy tak dużej imprezie biegowej powinno zagwarantować nagrody dla najlepszych Polaków. Ta sama sytuacja dotyczyć powinna klasyfikacji drużynowej, za którą zwycięskie drużyny otrzymały jedynie puchary. W Polsce zapanowała dziwna moda na promowanie zawodników zza granicy, na czym tracą niestety polscy biegacze….smutne, ale prawdziwe.


Pozdrawiam

Wojciech Kopeć