[PL]    [PL] [EN]

Brązowy Medal Na Mistrzostwach Polski W Półmaratonie !!

Swój udział w Mistrzostwach Polski w Półmaratonie w Pile zaplanowałem już na początku roku kalendarzowego. Moje przygotowania były sumienne i zgodne z zaleceniami Trenera Adama Draczyńskiego.
  Podchodziłem do tego startu ze sporym optymizmem, gdyż cały sezon biegowy układał się po mojej myśli i cyklicznie poprawiałem swoje rekordy życiowe prawie na każdym dystansie. Wiele kilometrów wybieganych na  trasach mazurskich i warszawskich, wiele wylanego potu na treningach, wyrzeczeń i ciężkiej harówki owocują dobrą dyspozycją.
     Pomimo zaplanowanego startu towarzyszyło mi wiele wątpliwości i do końca nie byłem pewny swojego startu w tej imprezie biegowej.  Wynikało to ze zmęczenia po maratonie na Islandii, w którym to uczestniczyłem  2 tygodnie przed zaplanowanym startem w Pile, a przede wszystkim po bardzo ciężkim i wymagającym Międzynarodowym Półmaratonie Gusiew-Gołdap, który kosztował mnie dużo energii. Przed Półmaratonem w Pile znałem prognozę pogody, która mówiła, że ma być bardzo ciepło. Start zaplanowany był na godzinę 11. Osobiście jestem zwolennikiem biegania w upale (nie lubię biegać w zimne dni) także wiedziałem, że będę na  uprzywilejowanej pozycji .Pogoda taka, sprzyja mojemu dobremu samopoczuciu i nie czuje dyskomfortu z  tego powodu . Okres 6 lat przebywania w USA w ciągłym gorącu i przystosowaniu się mojego organizmu do takiej pogody przemawiał na moją korzyść. Poza tym byłem pewien,  że jestem przygotowany na bieg w granicach 1:07:00 niezależnie od tempa. Po prostu treningi, które robiłem 3 tygodnie przed półmaratonem w Pile pokazywały, że jestem bardzo mocny, co zresztą udowodniłem w Międzynarodowy Półmaratonie Gusiew-Gołdap. Nie będę oszukiwał, że jadąc na Mistrzostwa Polski w Półmaratonie celowałem w medal.

 Wielu osobom wydaje się, że na Mistrzostwach Polski  powinno się osiągać kosmiczne rezultaty i rekordy życiowe. Na imprezach takiej rangi priorytetem nie jest czas, ale miejsce. Liczy się skuteczność i prestiż, bo zawodnicy walczą o tytuł najlepszego Polaka w Półmaratonie, a nie o wyśrubowany rezultat. Śledząc  komentarze i artykuły portali biegowych, że poziom był słaby, łapie się za głowę i zadaje sobie pytanie, czy redaktorzy mają pojęcie jaka jest idea biegania na imprezach mistrzowskich?? Powtórzę się, ale zawodnicy walczą o miejsca medalowe, a nie o czas. Niezależnie od tego czy bieg będzie wolny czy szybki , liczy się miejsce na podium!

W sobotę z Aleksandrą Lisowską (koleżanką z klubu) ruszyliśmy z Olsztyna, aby odebrać pakiet i spokojnie wyczekiwać w hotelu na start. Dzięki wsparciu mojego Partnera Renault Alcar Olsztyn, mogłem kolejny raz komfortowo i szybko  dojechać na miejsce startu  samochodem Dacia Sandero Step Way Turbo. Trasę około 300 km przebyliśmy w niecałe 4h. W Pile byliśmy około godziny 15. Okazało się, że jesteśmy za wcześnie, bo biuro zawodów było otwarte dopiero od 17:00. Więc postanowiliśmy zjeść obiad na mieście. Potem nastąpił krótki relaks w parku, aby o 17:00 odebrać  pakiety startowe. Niestety tutaj zaczęły się problemy organizacyjne, o których za moment opowiem. 

   Pakiet odebrałem sprawnie przy stoliku Elita (posiadam I klasę sportowa zarówno w maratonie jak i półmaratonie)  otrzymałem numer startowy 46. Następnie przy drugim stoliku zawodnicy odbierali kupony na kolacje, śniadanie i miejsce hotelowe, nadmienię, że każdy zawodnik biorący udział w MP z pierwszą klasą sportową miał mieć to zapewnione. Żeby mieć pewność, że będę miał zarezerwowane miejsce w hotelu już miesiąc przed biegiem wystosowałam wiadomość do organizatora. Oto odpowiedz na mojego maila: „Witam, Panu nocleg rezerwujemy na koszt organizatora, natomiast pana dziewczyna może zarezerwować sobie nocleg w tym hotelu GWDA,  odpłatnie na koszt własny.
pozdrawiam„
 W odpowiedzi wyraźnie jest napisane, że nocleg mam zarezerwowany, a jeżeli chciałbym zabrać moją kobietę to już muszę to zrobić we własnym zakresie. Niestety na miejscu okazało się, że nie mam zapewnionego noclegu,  ponieważ organizator nie otrzymał  mojego potwierdzenia- jakiś absurd. Na szczęście mój były Trener Zbigniew Ludwichowski nie przyjechał na zawody i dzięki temu zająłem jego miejsce. Po wyjaśnieniu kwestii noclegu  spotkałem w hotelu kolegę -Artura Kerna, który jak się potem okazało, również  nie miał noclegu (rzekomo miał go mieć zapewnionego przez organizatora ). Na szczęście,  w ostatniej chwili znalazło się dla niego miejsce. Po tych wszystkich zawirowaniach wybrałem się na lekki rozruch w towarzystwie Aleksandry Lisowskiej, Artura Kerna i Michała Smalca. Zrobiliśmy spokojne rozbieganie 30 min , sprawność-rozciąganie i 4x100m rytmy. Potem szybka kąpiel i obfita kolacja, a po niej odpoczynek. Wieczorem udałem się na spacer  z Arturem Kernem, pochodzić i pooddychać świeżym powietrzem. Przy okazji jak to mam w zwyczaju przed startem  zaszliśmy do sklepu, żeby zaopatrzyć się w mleczną czekoladę Wedla, którą w mgnieniu oka pochłonąłem J.

   Rano wstałem przed 8:00 i poszedłem na lekkie śniadanko, które składało się z: dwóch kromek chleba z miodem i herbaty z cukrem. Problemy jednak się nie skończyły , ponieważ wstając rano czułem lekki ból brzucha, który po śniadaniu znacznie się nasilił. Nie opuściło mnie natomiast pozytywne myślenie. Po truchtaniu około 15 min i rozciąganiu, pojawił się kolejny problem organizacyjny- mianowicie nie było depozytu dla Elity. Kierując pytanie do organizatora o depozyt, pokazał nam j namiot na środku trawnika, z którego niestety bardzo szybko nas przegonili, ponieważ to było miejsce zaopatrzenia punktów odżywczych na trasie. Drugie podejście do organizatora skończyło się tym, że jesteśmy zdani na siebie. Dzięki uprzejmości znajomej Pawła Ochala, która była z obsługi biegu, zostawiliśmy rzeczy pod jej opieką i ruszyliśmy na linie startu.
     Stanąłem w pierwszej linii , ramię w ramię z Kenijczykami i kiedy usłyszałem strzał startera zaczął się wyścig. Zgodnie z moim GPS bardzo szybko pokonaliśmy pierwszy km, bo w  2:55/2:56.
  Następnie delikatnie zwolniliśmy, ale dalej tempo było żwawe. Oczywiście grupa Kenijczyków ruszyła bardzo mocno, za nimi ruszył tylko Marcin Błaziński, ja biegłem w drugiej grupie pościgowej razem z: Artur Kern, Błażej Brzezniński, Adam Nowicki, Damian Kabat, Tomasz Grycko. Szczerze mówiąc, tempo było dla mnie zabójcze i biegłem cały czas na końcu stawki tracąc 2-5 m do czołówki, a wręcz miałem kłopoty z dotrzymaniem im kroku. Dopiero około 6 km poczułem się lepiej i poczułem, że to może być mój bieg. Nogi zaczęły współpracować, oddech się ustabilizował i poczułem pełen luz i komfort. Pierwszą piątkę zamknąłem z czasem 15:28 , gdzie na czele grupy tempo dyktował Damian Kabat i Adam Nowicki. Jednak po 6 km Damian Kabat zaczął odstawać od grupy i w niedługim czasie zszedł z trasy. Około 7 km Adam Nowicki bardzo mocno ruszył w pogoni za Marcinem Błazińskim.. Natomiast nikt z naszej grupy nie zdecydował się mu towarzyszyć. Na 8 km niespodziewanie z trasy zszedł Błażej Brzeziński. Paweł Ochal zachował zimną krew i kontynuował bieg w swoim tempie. Z początkowo uformowanej grupy zostaliśmy tylko we trzech-  ja, Artur Kern i Tomasz Grycko, a przed nami około 100 m Marcin Błaźiński i Adam Nowicki. 10 km minąłem z czasem 31:18 , wiec dalej tempo było dość szybkie. Około  11 km zauważyłem, że Adam Nowicki zaczyna odrywać się od Marcina Błazińskiego i przyspiesza , dlatego podjąłem natychmiastową decyzję o dogonieniu Marcina i oderwałem się od swojej grupy zaczynając pościg. Marcina dogoniłem na ok. 13 km, po czym szybko go minąłem i starałem się jak najbardziej zbliżyć do Adama Nowickiego. Myślę, że na 14 km miałem około 80-100m straty do Adama i ciągle się zbliżałem. Podczas nawrotu Adam musiał zauważyć, że dystans między z nami się zmniejsza, co zmotywowało go do przyspieszenia. Na 16 km doszedł mnie Paweł Ochal, który zaczął zwiększać tempo biegu. Próbowałem dotrzymać mu kroku przez kolejne  2 km, ale niestety nie dałem rady. Ostatnie kilometry w moim wykonaniu były bardzo wolne, ponieważ  zegarek wskazał czas 3:17/km.
Jednak nie miało to większego znaczenia, gdyż utrzymałem bezpieczną odległość do  4 zawodnika i dobiegłem do mety na 3 miejscu, co mnie bardzo cieszy. Zostałem Brązowym Medalistą Mistrzostw Polski !!! Powiem szczerze, że przez cały bieg walczyłem ze zmęczeniem, z tempem biegu, z własnym organizmem i z moimi rywalami, ale i również z pogodą gdyż było bardzo ciepło. Najgorsze były dla mnie ostatnie 5 km , ponieważ na trasie nie było już punktów z wodą. Biegnący przede mną Paweł Ochal prosił o wodę przypadkowych ludzi stojących na poboczu, co również ja czyniłem. Kolejna bardzo wielka wpadka jeżeli chodzi o organizację biegu przy tak wysokiej temperaturze. Poza tym po przekroczeniu linii mety, natychmiast zostałem zabrany na podpis do kontroli antydopingowej i wyobraźcie sobie, że w boksie również nie było wody dla pierwszych trzech zawodników. Leżałem na ziemi i nie wiedziałem co się dzieje, byłem wręcz wycieńczony. Różni ludzie robili mi zdjęcia, coś do mnie mówili, a woda została mi dostarczona po około 5 min. Byłem tak rozkojarzony, że nie zrozumiałem organizatora i myślałem, że dekorację mam dopiero za godzinę. Okazało się, że za godzinę miałem zgłosić się na kontrolę antydopingową. Poszedłem w tym czasie doprowadzić się do porządku do hotelu, a w tym czasie trwała dekoracja. To był właśnie powód mojej nieobecności na podium. Przeprosiłem organizatora, a teraz chciałem również przeprosić wszystkich moich kibiców, wiem, że jest to spora wpadka z mojej strony. Poziom organizacji Półmaratonu w Pile, a równocześnie  Mistrzostw Polski pozostawia wiele do życzenia i niestety kolejny raz polscy zawodnicy są na straconej pozycji w porównaniu do zawodników z Kenii. Organizacyjnie, jeszcze wiele nam brakuje do poziomu  imprez międzynarodowych.

      Na koniec, trochę z innej beczki kilka słów odnośnie wyników i zdziwienia, że nie ma wartościowych wyników na MP w Półmaratonie. Po pierwsze: w żaden sposób nie zachęca się polskich zawodników do startu w tych zawodach. Nagrody finansowe są bardzo marne, nieadekwatne do czasu i  wysiłku treningowego jaki trzeba włożyć, aby liczyć się w walce o medale MP. Osobiście nie mogę pozwolić sobie na komfort  przygotowań wyłącznie do startów wysokiej rangi i wyłącznie na wartościowy wynik. Jestem zobowiązany do startów w licznych biegach ulicznych, aby zarobić na życie i utrzymanie. Za 3 miejsce w klasyfikacji MP w maratonie otrzymałem 500zł (nagrody finansowe wyłącznie za trzy pierwsze miejsca), a za 7 miejsce w Open 350 zł. Biorąc pod uwagę nakłady finansowe na obozy szkoleniowe, odżywki czy  sprzęt sportowy oceńcie sami wysokość nagród. . Po drugie: brak startowego, czy  zwrot kosztów dojazdu dla Polaków, natomiast sytuacja jest zupełnie odmienna jeśli chodzi o zawodników z Kenii (otrzymali oni startowe za przyjazd do Piły). To jest błędne koło, analogicznie gdyby organizator zapewnił godziwe wynagrodzenia dla czołowych zawodników w kategorii Mistrzostw Polski i więcej miejsc gratyfikowanych finansowo to podejrzewam, że do Piły zaczęła by zjeżdżać  czołówka kraju w półmaratonie, a tak pozostaje niesmak i jak zawsze słowa krytyki pseudo redaktorów nie znających realiów…