[PL]    [PL] [EN]

Drugie Miejsce w Reykiavik Marathon-Isla…

Pomysł, aby wystartować w stolicy Islandii kołatał mi w głowie już od jakiegoś czasu. Pierwsze przymiarki robiłem już w zeszłym roku, planując wydatki na bilet i sam pobyt. Nie minę się z prawdą pisząc, że Islandia jest bardzo drogim krajem, jednak z drugiej strony  bardzo atrakcyjnym. Jako, że moją pasją są podróże i bieganie, zawsze  próbuję zaplanować start w jakimś ciekawym miejscu. Po podpisaniu kontraktu z firma Paged Sklejka z Morąga, nadarzyła się okazja, żeby zrealizować kolejne marzenie. Przy dużym wsparciu finansowym firmy udało mi się w czerwcu zakupić bilet i opłacić startowe. Podczas organizowania sobie noclegu miałem dylemat.  Okres, w którym miałem wystartować w maratonie jest środkiem sezonu urlopowego, co za tym idzie ceny noclegów osiągają zawrotne wartości. 
 Po starcie planowałem zwiedzić wyspę, także rozważałem szereg możliwości związanych z akomodacja podczas mojego pobytu. Sprawdzałem różne opcje podróży, ale osobiście  nie lubię jeździć na wycieczki  zorganizowane przez biura.  Kolejnym rozwiązaniem  było wypożyczenie samochodu. Ostatecznie zdecydowałem się właśnie na takie posunięcie, biorąc pod uwagę moje plany objechania całej Islandii.  Zdecydowanie była to najtańsza z opcji. Wypożyczyłem samochód na mój 6 dniowy pobyt. W ostatecznym rozrachunku koszt okazał się bardzo wysoki, dlatego postanowiłem, że będę nocował w aucie. Nie ukrywam, że było  to dość męczące rozwiązanie i na pewno nie wypocząłem odpowiednio po maratonie, ale na pewno ta podróż na długo zagości w mojej pamięci. Poza tym zwiedziłem wyspę wzdłuż i wrzesz. Teraz skupię się na zrelacjonowaniu mojego startu w Reykiavik Marathon. 

    Moja podróż rozpoczęła się z Olsztyna. Wyruszyłem do Gdańska, skąd wyleciałem samolotem do Oslo. Następnie czekał mnie transfer na drugie lotnisko, które znajdowało się bliżej centrum (pomógł mój kolega Tomasz Marks- za co dziękuję). Z Oslo samolotem ruszyłem do Reykiavik. Na Islandii wylądowałem w piątek o 22:30 (czasu lokalnego). Samochód miałem odebrać o 6:30 rano w sobotę, natomiast start biegu zaplanowany był na 8:40 tego samego dnia. Noc z piątku na sobotę spędziłem na lotnisku. Po odebraniu samochodu ruszyłem na miejsce maratonu, które było oddalone ok. 40 km od lotniska. Dojechałem szybko i sprawnie do miasta. Po odebraniu pakietu startowego udałem się na rozgrzewkę. Na starcie Reykiavik Marathon pojawił się spory tłum uczestników. Wynikało to z połączenia  dwóch dystansów: maratonu i półmaratonu, których start odbywał się o tej samej godzinie. Przed maratonem udało mi się przeanalizować listę startową i wyniki uzyskane w poprzednich edycjach biegu. Na start zdecydowałem się wyłącznie dlatego, że uzyskane czasy były słabe, a planowałem przebiec ten maraton treningowo w granicach 2:35:00. Okazało się, że nie byłem jedynym biegaczem, który wpadł na taki sam pomysł…

   Start odbył się punktualnie o 8:40 w sobotę 23 sierpnia. Zaraz po wystrzale startera zorientowałem się, że wcześniej zaplanowana taktyka pójdzie w niepamięć. Sprawcą całego zamieszania był  Amerykanin, który od samego początku nadawał mocne tempo biegu. W trakcie biegu okazało się, że wspólnie z Amerykaninem biegliśmy szybciej od biegaczy, którzy rywalizowali na dystansie o połowę krótszym.  Linię 10 km minęliśmy z czasem około 32:30, co dla mnie było zabójczym tempem, ponieważ odczuwałem jeszcze skutki i zmęczenia po udziale w Międzynarodowym Półmaratonie Gusiew-Gołdap. Na 19 km zdecydowałem, że dzisiejszego dnia nie zdołam wygrać z bardzo dobrze dysponowanym Amerykaninem i zdecydowałem, że będę biegł wolniej. Tempo na 20 km było na tyle szybkie, że nasza dwójka wyprzedziła zwycięzcę na dystansie Półmaratonu. Po znacznym spadku tempa biegu „połówkę” minąłem w czasie 1:09:50 i zacząłem truchtać drugą część dystansu. Wiedząc, że mam ogromną przewagę nad trzecim zawodnikiem, biegłem spokojnie w granicach 4:00 na km. Reykiavik Maraton ukończyłem na wysokim 2 miejscu z czasem 2:29:01. Na mecie okazało się, że trzeci zawodnik- Brytyjczyk- planował również zwyciężyć minimalnym nakładem sił.  Jedynie pierwszy na mecie Amerykanin wystartował z myślą o złamaniu granicy 2:18:00, który to czas miał zagwarantować mu udział w US Olympic Trial. Po uzyskanym czasie (2:18:00) widać, że zawodnik był bardzo dobrze przygotowany.  Osobiście jestem zadowolony z uzyskanego miejsca i z samego faktu, że ukończyłem kolejny bieg na dystansie maratońskim. Podsumowując trasę biegu: pierwsza część maratonu wiodła głównie po ulicach miasta i była zdecydowanie łatwiejsza od drugiej, która to wybiegała poza granice miasta i wiodła w wzdłuż oceanu. Pierwsza połowa dystansu była bardzo płaska i na trasie było mnóstwo kibiców , co pomagało w utrzymaniu tempa biegu. Kibice zawsze dobrze wypływają na samopoczucie biegaczy. Druga część była zdecydowanie gorzej „zaopatrzona” w kibiców. Według mnie była nudniejsza, cięższa technicznie. Obfitowała w wiele zbiegów i podbiegów, a przy tym wiodła wzdłuż linii brzegowej, co skutecznie utrudniało bieg.

Uważam, że maraton w stolicy Islandii był bardzo dobrze przygotowany. Nie brakowało stoisk z wodą oraz było dużo punktów odżywczych (banany i inne owoce). Atmosfera podczas maratonu była wspaniała. Moim zdaniem  maraton ten był dużo lepiej przygotowany niż nie jeden maraton w Polsce, np. Maraton w Poznaniu.  Podczas biegu niczego nie brakowało, punkty z wodą i żywnością były idealnie rozplanowanie, a na mecie było bardzo dużo wolontariuszy, którzy służyli pomocą. Być może jedynym minusem tego maratonu była pogoda. W ten dzień było pochmurna, a temperatura oscylowała w granicach 10-11 stopni C, przy czym wiał zimny arktyczny wiatr, który skutecznie obniżał ciepłotę mojego ciała. Po przekroczeniu linii mety na próżno było szukać u mnie chociaż stróżki potu. Byłem wyziębiony  i przemarznięty. Podczas biegu było mi bardzo zimno, nie byłem gotowy na taką pogodę. Całokształt maratonu oceniam pozytywnie i na pewno zapamiętam ten start do końca mojego życia, kto wie może kiedyś tam jeszcze wrócę aby pobiec jeszcze raz. Po zakończeniu maratonu odebrałem nagrody i mogłem zacząć cieszyć się pięknem tego kraju. Od tego momentu rozpocząłem eksploracje  wyspy, która zaowocowała sporym plikiem zdjęć i filmików. Jak się okazało maraton rozpoczynał dni Islandii. Po imprezie sportowej Reykiavik  zaczął tętnić życiem, a zabawa trwała do białego rana. Ciężko nawet to opisać, to po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy. 

Swój plan wykonałem w 100% , zwiedziłem cała wyspę, widziałem wiele ciekawych miejsc,  biegałem po lodowcu, widziałem gejzery, w których miałem okazję się relaksować, widziałem wulkany i góry. Wyleciałem z Islandii 28 Sierpnia, a 29 sierpnia wybuchł wulkan i wszystkie loty były wstrzymane przez kilka dni na skutek erupcji.  Jak widać udało mi się bezpiecznie dolecieć do Polski gdzie startowałem treningowo I BMW Półmaraton Praski w Warszawie który odbył się 31 sierpnia.