[PL]    [PL] [EN]

Północ Zdobyta! V-Mistrz Oslo Maraton

Kolejnym przystankiem w moim biegowym kalendarzu był maraton w Oslo.  W podjęciu decyzji o starcie pomógł mi fakt, że wielu moich znajomych z młodzieńczych lat osiedliło się w Norwegii, co dało sposobność do spotkania po latach. Oczywiście jadąc do Norwegii miałem również w planach zwiedzanie. Tym razem na swoje wojaże postanowiłem zabrać  Tatę, co okazało się słusznym wyborem, biorąc pod uwagę  moje wcześniejsze samotne wyprawy.  Podjąłem decyzję dosyć spontanicznie, ale świadomie. Chciałem pokazać jak wygląda podróżowanie w moim wykonaniu. Poza tym to była pierwsza tak daleka wycieczka dla mojego Taty, na dodatek przebyta samolotem. W ostatecznym rozrachunku dostarczyłem Tacie sporo emocji-  nie tylko związanych z kibicowaniem podczas Maratonu w Oslo, ale również odrobiny stresu podczas pierwszej podniebnej podróży. Wszystkie koszty związane z podróżą opłaciłem z własnej kieszeni, ale uważam, że na sukces trzeba bardzo ciężko pracować i nie ma co oszczędzać (a jak wiecie Norwegia jest jednym z najdroższych krajów na świecie). Nie mogę nie wspomnieć o nieocenionej pomocy  mojego kolegi Tomasza Marksa, bez którego prawdopodobnie nie miałbym możliwości poznania walorów Norwegii, który udostępnił mi auto i zorganizował nocleg na miejscu. Chciałbym również dodać ze mój start nie odbył by się bez mojego partnera biegowego, jakim jest Sklepbiegowy.com i Adidas, ponieważ to za pośrednictwem sklepu otrzymałem pakiet startowy sponsorowany prze firmę Adidas co umożliwiło mi udział w maratonie.

W swoją kolejną podróż wyruszyłem z rodzinnej wioski Swaderki kierując się na Lotnisko w Modlinie, skąd wyleciałem wraz z Tatą do Oslo. Na lotnisku odebrał nas wspomniany wcześniej kolega Tomasz Marks, który wszystko zorganizował i odwiózł nas do lokum w którym nocowaliśmy przez cały pobyt w Norwegii. Żywność w tym kraju jest droga i nie tak smaczna jak w Polsce, tak  więc zabraliśmy cały prowiant  z Polski (kiełbasa, ser, zupki itp.) Po ulokowaniu w mieszkaniu poszliśmy spać ponieważ było już późno. W kolejnych dniach zwiedzaliśmy  Oslo i pobliskie miasteczka. Wszystko w granicach rozsądku, ponieważ dużą uwagę przywiązywałem do regeneracji i wypoczynku przed biegiem. Start zaplanowany był na sobotę na 9.30. Nie chciałem się forsować, gdyż miałem zamiar odegrać jedną z głównych ról w tym biegu. W czwartek odebrałem swój pakiet startowy, wszystkie gadżety i koszulkę techniczną adidasa i spokojnie mogłem relaksować się, czekając na start.

     Nastał dzień startu. Do centrum Oslo, gdzie była usytuowana zarówno Meta i Start miałem około 30 km. Plan był taki, że rano miał mnie odebrać Tomasz i wspólnie mieliśmy udać się na start, ale niestety kolega po nocy spędzonej  w pracy zaspał i musiałem radzić sobie  sam. Tomek przewidując taką sytuację dał mi kluczyki do drugiego auta i pojechałem samodzielnie na miejsce startu. Troszkę się spóźniłem, bo byłem około 45 min przed startem, ale przed maratonem nie poświęcam za dużo czasu na rozgrzewkę, także to nie wpłynęło na jakość  mojego przygotowania. Głównie skupiam się  na rozciąganiu i gromadzeniu energii na bieg. Rozgrzałem się, włożyłem ubrania startowe i ruszyłem na miejsce startu, gdzie ulokowałem się w pierwszej linii. Było to nie lada sztuką, ponieważ lista uczestników zapisanych na dystans maratoński wynosiła 3000 biegaczy. Imponująco kształtowała się również lista wszystkich uczestników, którzy rywalizowali  na trzech dystansach. Wynosiła ona w sumie 25000 uczestników (maraton- 3000, półmaraton-13000, 10km- 9000). Niezaprzeczalnie było to święto biegania. Była to zarazem największa impreza biegowa w tym kraju, która przyciągnęła entuzjastów biegania nie tylko z Norwegii, ale również z innych zakątków świata (w tym mnie). Stojąc na starcie, zauważyłem rodaka, który miał koszulkę z napisem Bełchatów. Po wymianie uprzejmości  okazało się, że przyjechał do Oslo w celach turystycznych, ale był to już jego trzeci bieg maratoński w stolicy Norwegii. Uzyskałem kilka cennych informacji o trasie i o zwyczajach Norwegów,  jeżeli chodzi o stronę organizacyjną imprezy. Nasza rozmowa trwała w najlepsze, ale po chwili zorientowałem się, że jest grubo po czasie, biorąc pod uwagę  zaplanowany czas startu.

To był pierwszy minus imprezy. Ostatecznie wystartowaliśmy z 20 minutowym opóźnieniem, co przy panujących warunkach mogło być dużą niedogodnością. W tym czasie zdążyłem ocenić sytuacje i zobaczyć z kim prawdopodobnie przyjdzie mi rywalizować o zwycięstwo. Na starcie pojawiło się dwóch czarnoskórych biegaczy- Kenijczyk i Etiopczyk. 

    Ruszyliśmy o 9:50, od początku uformowała się grupa, na której czele byłem ja, wspomniani biegacze z Afryki i kilku Norwegów. Po 2 km jeden z Norwegów postanowił przyspieszyć i urwać się grupie. Biegł około 100m przed nami. Po około 5 km biegu w grupie pościgowej zostałem ja i dwóch Afrykanów. Na około 10 km doścignęliśmy prowadzącego Norwega i po około 500m zostawiliśmy go z tyłu. Od tego momentu zaczęła się walka o zwycięstwo pomiędzy naszą trójką. Trasa w Norwegii nie należy do najłatwiejszych, ponieważ jej profil jest zróżnicowany. Było dużo  krótkich i ostrych podbiegów jak i zbiegów, oczywiście pojawiały się również odcinki proste, wiodące wzdłuż linii oceanu.  W szczególności jeden fragment trasy utkwił mi w głowie. Był to bardzo ciężki fragment ciągnący się od 14 do 16 km z długim podbiegiem. Początkowo łagodnym, potem przechodzącym  w bardziej wymagające wzniesienie, by na koniec przeistoczyć się w 200m ścianę, która doprowadziła pewnie nie jednego biegacza do łez. Właśnie na tym podbiegu wspólnie z Etiopczykiem delikatnie zaatakowaliśmy i zgubiliśmy biegacza z Kenii, który ostatecznie nie zdołał już nas dogonić.  Warto wspomnieć, że trasa maratonu jest bardzo widowiskowa i malownicza, ponieważ wiedzie przez najpiękniejsze dzielnice Oslo, w tym Stare miasto i centrum. Poza tym organizatorzy postarali się o ogromny telebim, gdzie można było śledzić całą rywalizację. Dzięki motocykliście, który był zaopatrzony w kamerę, kibice na bieżąco mogli oglądać poczynania sportowców na trasie. Trasa maratonu była tak zaplanowana, że zawodnicy dwukrotnie mijali linie mety (2 pętle). Tłumy kibiców zgromadzone przy linii mety i zagrzewające do walki z dystansem skutecznie podnosiły morale biegaczy. Poza tym na trasie było wielu kibiców z Polski, co bardzo mi pomagało.  Przekraczając połowę dystansu razem z Etiopczykiem, czułem się bardzo dobrze i jeszcze wtedy myślałem, że wygram ten bieg. Na około 22 km poczułem lekkie kłucie w boku i zaniepokoiłem się, że to może być  zapowiedź nadchodzącej kolki. W tym momencie zdecydowałem, że nie będę brał żadnego żela energetycznego podczas biegu, ponieważ obawiałem się kolki wątrobowej, która mogła skutecznie pokrzyżować mi plany.  Na 27 km poczułem delikatne zmęczenie mięśniowe (wynikające  zapewne z ilości startów), które nasilało się z każdym kolejnym kilometrem. Od 29 km nie dawałem rady dotrzymać kroku Etiopczykowi, który bardzo mocno „zerwał” kilometr, chcąc za pewne mnie zgubić. Moja strata wynosiła około 10s, a zegarek wskazał 3.13 /km. Od tego momentu Etiopczyk powiększał swoja przewagę, a ja odczuwałem coraz większe zmęczenie. Nie ukrywając  ostatnie 5 km było dla mnie męczarnią. Tak słabo nie czułem się jeszcze nigdy. Wyłącznie doping kibiców motywował mnie do walki i ukończenia biegu w dobrym stylu. Na metę wbiegłem drugi z czasem 2:25:02. Jestem bardzo zadowolony z uzyskanej lokaty, ponieważ jechałem tutaj aby być w czołówce. Po cichu liczyłem na zwycięstwo, ale mimo wszystko wicemistrzostwo w Oslo Marathon mnie satysfakcjonuje. Po przekroczeniu linii mety pierwszy raz w życiu byłem tak osłabiony, że zrobiło mi się ciemno przed oczami. Ledwo mogłem utrzymać równowagę i chwiałem się na wszystkie strony. Jednak po około 5 min doszedłem do siebie i mogłem już całkiem świadomie cieszyć się z drugiego miejsca. Na mecie czekała na mnie grupka wiernych kibiców, którzy dopingowali mnie na trasie. Byli to koledzy z młodzieńczych lat, którzy trenowali ze mną na obozach kadrowych. Przybyli razem z rodzinami, aby wesprzeć mnie duchowo. Po chwili dołączył do nich mój Tata, któremu udało się skutecznie przepchnąć przez tłum ludzi. Takie powitanie na mecie jest bezcenne i zapamiętam je na pewno do końca życia. Kiedy udało mi się złapać oddech po biegu udzieliłem kilku wywiadów lokalnej telewizji i redakcji maratonu w Oslo.

    Zdążyłem się ubrać, uzupełnić płyny po czym usiałem udać się na ceremonię dekoracji. Pozostanie ona długo w mojej świadomości, dla takich chwil warto żyć!!! Myślę, że nawet tegoroczne niejasności i zmiany związane z nagradzaniem najlepszych biegaczy nie są w stanie zepsuć mojej opinii na temat całej organizacji i przebiegu imprezy. Chciałbym szczerze pogratulować organizatorom za efekty ich pracy oraz przygotowanie EXPO. Moim zdaniem wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jedyne co bym zmienił to pogodę (ale na to nawet organizator nie miał wpływu). Było dość zimno (około 10C) i ponuro -niebo było zachmurzone- wiał lekki wiatr. Ogólnie uważam, że Oslo Maraton był jednym z najlepiej zorganizowanych maratonów w jakich uczestniczyłem. Atmosfera była niesamowita i na pewno będę starał się  ponownie pobiec  w Oslo. Jak to mam w zwyczaju po biegu oczywiście ruszyłem na zwiedzanie Norwegii i osławionych fiordów. Norwegia to piękny kraj, do którego warto chociaż raz w życiu zawitać.