[PL]    [PL] [EN]

V-Mistrz Polski AZS

Udział w Półmaratonie w Wieliczce był decyzją spontaniczną i nieplanowaną. Zdecydowałem się na start dosłownie półtora tygodnia przed zawodami. We wtorek przed wyjazdem na maraton w Oslo, przeglądając kalendarz imprez na stronie maratonypolskie.pl moją uwagę przykuł I Półmaraton Wielicki. Wszedłem na oficjalna stronę biegu i zauważyłem, że równolegle rozgrywane są Mistrzostwa Polski AZS. Pomyślałem, że fajne by było zdobyć kolejny medal rangi mistrzowskiej, a przy okazji ponownie zawitać na szczęśliwą dla mnie Małopolskę. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, zapisałem się i uiściłem opłatę startową postanawiając przy tym, że będę walczył o kolejny medal Mistrzostw Polski. O tym, że start nie był zaplanowany i trochę na „wariackich papierach” świadczy ciąg wydarzeń, który za chwilę opiszę. W środę późnym wieczorem wróciłem do rodzinnej wioski Swaderki z podróży po Norwegii. Czas tam spędzony był bardzo intensywny i aktywny. Podczas eksploracji krainy Wikingów miałem mało czasu na wypoczynek i sen. Przemierzając Skandynawię autem, pokonałem ponad 1500 km (w 2 dni), będąc tuż po maratonie w Oslo, co w efekcie zaowocowało sporym zmęczeniem. W czwartek rano ruszyłem pociągiem z Olsztyna do Mielna (woj. zachodnio-pomorskie),aby zobaczyć się ze swoją dziewczyną, która ówcześnie kończyła turnus rehabilitacyjny ze swoimi małoletnimi pacjentami. W piątek pokonałem część trasy z Mielna do Warszawy. Na miejsce dojechaliśmy dość późno, co w skutecznie skróciło czas na sen.  Następnego dnia wredny budzik wyrwał mnie ze snu punktualnie o 3:30 nad ranem. Udałem się na stację kolejową, by złapać połączenie do Krakowa (godz. 5:00). W Krakowie byłem o 8:40, a  swoją podróż zakończyłem w Wieliczce o 9:40. Niefortunnie pomyliłem stacje i w  biurze zawodów pojawiłem się dopiero o 10:00, pokonując biegiem dokładnie 3 km. Następnie już bez większych przygód, z pakietem startowym udałem się na miejsce rozpoczęcia biegu.
    Przed startem poszedłem na krótką i lekką rozgrzewkę. W międzyczasie dowiedziałem z kim przyjdzie mi mierzyć się w walce o medale MP AZS i w klasyfikacji OPEN. Oczywiście na biegu pojawił się autobus Kenijczyków i Ukraińców, których zachęciła prawdopodobnie pula nagród oferowana przez organizatora. Nagrody finansowe skusiły 6 Kenijczyków i kilkunastu Ukraińców, których część wycofała się z biegu znając swoich konkurentów. Ci najodważniejsi stanęli na linii startu, aby walczyć o jak najwyższe lokaty. Wśród faworytów byli Kenijczycy, Ukraińcy, a z polskich biegaczy: Jakub Nowak, Andrzej Lachowski, Marcin Błaziński i ja. Wielu utalentowanych biegaczy z Polski przyjechało tutaj, aby walczyć o medale Mistrzostw Polski AZS w Półmaratonie. Jak dowiedziałem się przed biegiem jeden z pretendentów do medalu- Przemek Dąbrowski, wylądował w nocy w szpitalu. Powodem był ciężki do zniesienia ból nerki, który definitywnie wykluczył go z rywalizacji. Wielka strata, że zabrakło tak dobrego zawodnika w naszych szeregach. Z mojej strony mogę tylko życzyć mu szybkiego powrotu do zdrowia i na biegowe trasy.
     Start odbył się punktualnie o 11:00. Towarzyszyły mu wielkie emocje, ponieważ dosłownie kilka minut przed wystrzałem startera na miejscu pojawił się nieznajomy dobroczyńca, który ufundował bardzo atrakcyjną premię finansową dla pierwszego Polaka i pierwszej Polki. Było to odpowiednio 4000 i 2000 zł.  Jak łatwo się domyślić ta informacja mocno podgrzała atmosferę i morale polskich biegaczy. Niesamowite było usłyszeć od speakera, że osoba przedstawiająca się jako „Czarna Panda” ufundowała tak wysokie nagrody dla najszybszych w klasyfikacji kobiet i mężczyzn. Moim zdaniem nieznajomy zasłużył na nagrodę fair play, bo to właśnie tacy ludzie nakręcają rywalizację wśród Polaków, a zarazem podnoszą poziom imprezy biegowej. Pierwszy raz w swojej karierze spotkałem się z tego typu zachowaniem. Biorąc pod uwagę moje komentarze w poprzednich tekstach dotyczące nagradzania Polaków, a raczej ich braku taka postawa pokazała, że są osoby, które chcą wspierać rodzimych sportowców na tle hegemoni czarnoskórych biegaczy. Nawet w największych imprezach biegowych ciężko teraz o nagrodę dla Polaków (sam byłem tego świadkiem na początku sezonu). Organizatorzy raczej spychają polskich zawodników na dalszy plan i koncentrują się na ściąganiu i nagradzaniu Kenijczyków oraz ilości sprzedanych pakietów (czysty biznes). Potem natomiast dziwią się, że poziom Polskich zawodników na zawodach był słaby (zero zachęty dla Polaków, a wymagania ogromne).  Po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, że nagroda finansowa w klasyfikacji Open, była niższa od nagrody dla pierwszego Polaka. Moim zdaniem to powinno stać się normą na większych imprezach biegowych. Organizatorzy powinni przewidzieć dodatkową pula nagród przynajmniej dla trzech pierwszych Polaków, a nawet dochodzić do puli 10 najlepszych. Po drugie uważam, że nagrody dla Polaków powinny być wyższe niż nagrody w Open, a organizatorzy powinni podnosić poziom zawodów poprzez gratyfikację polskiej elity. 
Teraz chciałbym skupić się na samym biegu. Jeżeli chodzi o pogodę to w Wieliczce była ona bardzo zróżnicowana. Na trasie byliśmy świadkami silnych porywów wiatru, ciepłych promieni słońca, czystego jak i zachmurzonego nieba oraz deszczu- krótko mówiąc pogoda była kapryśna tego dnia. Mimo, że pogoda nie rozpieszczała, ale była taka sama dla każdego. Uważam, że trasa była dobrze przygotowana i atrakcyjna, gdyż prowadziła ulicami Wieliczki jak również jej przedmieściami. Liczne punkty odżywcze zasługują na pochwałę. Być może miały one zrekompensować zawodnikom poziom trudności półmaratonu. Trasę oceniam jako bardzo wymagająca. Może i owszem pierwsza część dystansu była stosunkowo łatwa, ale za to druga, z licznymi podbiegami dawała się we znaki. Myślę, że nie minę się z prawdą, porównując ten bieg, do biegu górskiego. Pierwsze 12 km przebiegłem ramię w ramię z Jakubem Nowakiem, ale niestety w dalszej części dystansu, nie udało mi się utrzymać jego tempa. Zwolniłem na kolejnych kilometrach, by następnie samotnie mierzyć się z dystansem. Pod koniec starałem się zniwelować stratę do Jakuba  i dogonić go, ale nie było mi to dane tego dnia. Zająłem 9 miejsce w klasyfikacji Open i 2 miejsce w Mistrzostwach Polski AZS. Jestem bardzo zadowolony z kolejnego medalu Mistrzostw Polski. Jak na pierwszą edycję biegu mogę śmiało uścisnąć rękę organizatorowi. Wybaczam natomiast takie wpadki jak błędne oznakowania trasy, a raczej słabe przeszkolenie obstawiających bieg policjantów i strażaków, którzy błędnie kierowali biegaczy. Rezultat ten potwierdza wyraźnie moją wysoką dyspozycję w tym roku. Nie bez znaczenia jest również szybka regeneracja, biorąc pod uwagę ilość moich startów w ostatnim czasie na dystansach pół- i maratonu. Za pewne jest to zasługa mojego Trenera- Adama Draczyńskiego, jak również odpowiednich środków przyspieszających regenerację, m.in. Salco, Olimp Sport Nutrition czy CEP. Dziękuję moim partnerom za tak wielką pomoc. Po półmaratonie w Wieliczce wróciłem do Warszawy, aby w niedzielę śledzić i kibicować biegaczom podczas 36. PZU Maraton Warszawski.