[PL]    [PL] [EN]

Placencia Maraton, Belize

Grudzień jest miesiącem gdzie zazwyczaj odpoczywam od ciężkich treningów i robię wolne od reżimu treningowego. W tym roku sezon był długi i bardzo intensywny. Biegałem bardzo dużo biegów, więc postanowiłem  porządnie odpocząć, zregenerować siły i wybrać się na miesięczną podróż po Ameryce Centralnej. 

 Celem podróży było odwiedzenie jak największej ilości miejsc, jak również wizyta u moich kolegów z uniwersytetu. Planowałem również wystartować w jakimś biegu, żeby zarobić na kieszonkowe.  Połączenie dwóch moich pasji: podróżowania i biegania ponownie było nieuniknione.  Znalazłem trzy opcje jeśli chodzi o start, wszystkie biegi odbywały się 7 grudnia:

                                          
1. San Jose Marathon, Kostaryka
2. Panama City Marathon, Panama
3. Placencia Marathon, Belize


Ostatecznie zdecydowałem się wystartować w maratonie w Belize, który wydał się dla mnie najbardziej atrakcyjny, jeśli chodzi o lokalizację i walory naturalne.  

Po podjęciu decyzji skontaktowałem się z organizatorem biegu w celu uzyskania informacji, czy jest w stanie zwolnić mnie z opłaty startowej i być może dorzucić coś w pakiecie. Odpowiedz uzyskałem stosunkowo szybko, tak jak zakładałem zostałem zwolniony z opłaty startowej i wstępnie na tym zakończyły się możliwości jakie zaproponował mi organizator. Bieg nie należy do największych, jak również jego budżet nie pozwalał na zaoferowanie mi czegoś więcej.

  Po dalszej dyskusji udało się wynegocjować nocleg.  Biorąc pod uwagę, że wszystkie koszty podróży pokrywałem sam, było to spore odciążenie dla mojego portfela. Mając świadomość, że mam zapewniony nocleg rozpocząłem poszukiwania biletów lotniczych. Jak to mam w zwyczaju szukałem okazji jeśli chodzi o lot i pozostałe środki transportu.  Najdroższą inwestycją były naturalnie bilety lotnicze, jak również wyszukanie optymalnego połączenia do Belize. Loty bezpośrednie były bardzo drogie, ilość przesiadek stosunkowo zmniejszała cenę biletu.  Kierując się głównie kwestią finansową zdecydowałem się na lot z wieloma przesiadkami. Mój lot zapowiadał się następująco-  Warszawa-Londyn-Barcelona-Paryż-Mexico City, Panama City, Panama.

   Wyleciałem z Polski 24 Listopada i po długiej podróży wylądowałem w Panama City następnego dnia wieczorem. Jeżeli spojrzycie na mapę to Panama City jest położona na drugim końcu Ameryki Centralnej w stosunku do Belize, więc czekała mnie bardzo długa podróż do miejsca docelowego. Zdecydowałem się na podróż autokarami. Opcja może nie najszybsza, ani nie najwygodniejsza, natomiast  z pewnością najtańsza. Podróże rządzą się swoimi prawami, a przynajmniej podróżowanie w stylu Wojciecha Kopeć. Czasami jest to podróżowanie bardzo ekstremalne. Miałem na dotarcie do celu 11 pełnych dni. Podróż  była bardzo długa , wiodła przez kilkanaście państw: Panama, Kostaryka, Nikaragua, Honduras, Salwador, Gwatemala i Belize. Dotarłem do celu cały i zdrowy dokładnie dzień przed startem. Nie ukrywam, że po tak długiej podróży, byłem bardzo zmęczony, bolały mnie plecy, a moje nogi miały serdecznie dość autokarowych warunków. 
  

 Start w Placencia Marathon był zaplanowany na 5:30 rano. Biorąc pod uwagę warunki pogodowe jakie panują w tym małym, ale pięknym kraju jest to zupełnie zrozumiałem. Organizator chciał uniknąć prażącego słońca, wilgotności i zapewnić tym samym komfortowe warunki zawodnikom.  W Belize o tej porze roku panuje pora deszczowa. Głównie pada przelotny deszcz, czasem wychodzi słońce , ale nie zmienia to faktu, że jest bardzo ciepło ( bo około 30 stopni).  Akurat dzień przed startem opady były dość obfite. Na szczęście w dniu zawodów pogoda była idealna- niebo było słoneczne i bezchmurne, jedynym minusem była duża wilgotność powietrza. Nie przeszkodziło mi to w dobrej zabawie, radości z biegu, ani w  poznaniu nowych ludzi, z którymi dzielę pasję do biegania i podróżowania.
       Równo o 5:30 wystartowaliśmy. Moim planem było zacząć spokojnie i biec cały dystans luźno,  bardziej treningowo. Pierwsze 5 km przebiegłem z kolegą  (Tim Christoni), który w dalszej części dystansu zwolnił, w wyniku czego  dalszą część dystansu biegłem samotnie,  i tak aż do mety. Całość przebiegłem równo i można powiedzieć beztrosko w czasie 2:50:30. Była to na 100% najbardziej płaska trasa maratońska jaką kiedykolwiek biegłem. Mimo małego zróżnicowania, trasa nie nudziła mi się, ani nie dłużyła. Pierwszy raz mogłem podziwiać na spokojnie trasę biegu, delektować się naturą, która mnie otaczała oraz pozdrawiać kibiców. Trasa przygotowana była znakomicie, praktycznie co 2 mile były rozstawione punkty z wodą, a co 5 mil punkty odżywcze. Na trasie było bardzo dużo kibiców, atmosfera biegu była wspaniała. Po przekroczeniu mety w ogromnym namiocie, można było napić się wody, piwa, rumu, soku z kokosa, zjeść obiad i oczywiście pójść wymasować zmęczone mięśnie po wyczerpującym biegu. Uczta była wspaniała, a całość  zabawy dopełniał  DJ, który grał kawałki w rytmach reggae (w języku angielskim). Trzeba mieć świadomość, że Belize jest jedynym państwem w Ameryce Centralnej posługującej się językiem angielskim. Po wszystkim odbyło się uroczyste wręczenie nagród. Z wielką radością stanąłem ponownie na najwyższym stopniu podium w kolejnym międzynarodowym biegu i to na drugim końcu świata. Jestem bardzo zadowolony z tego faktu, że znowu pokazałem się z dobrej strony i  godnie reprezentowałem Polskę, mój Team Kopeć, mój region oraz moich partnerów biegowych.
     Po biegu mogłem odpocząć w jednym z pięknych hoteli nad samym Oceanem Atlantyckim. Dyrektor biegu zapewnił mi zakwaterowanie na jeden dzień dłużej,  a ja skorzystałem z tej propozycji, gdyż chciałem porządnie poleniuchować przed dalszą częścią mojej podróży po Ameryce Centralnej. Z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim miłośnikom biegania udział w tym maratonie. Gwarantuję niezapomniane wrażenia i widoki !!!     

   Główna Edytorka: Joanna Rybacka