[PL]    [PL] [EN]

Lozanna Maraton 2014

Lozanna Maraton 2014


      Start w Lozannie miałem zaplanowany w 2013 roku,  byłem nawet posiadaczem pakietu startowego na ten maraton, ale niestety musiałem się wycofać z powodów zdrowotnych.  Od tego momentu myślami wracałem do Szwajcarii i planowałem start w kolejnych edycjach.

W  lutym, bieżącego roku podjąłem decyzję, że za wszelką cenę postaram się wystartować  w kraju słynącym z serów, czekolady i niezawodnych zegarków. Napisałem do organizatora biegu z prośbą o zwolnienie z opłaty startowej. Bardzo szybko otrzymałem pozytywną odpowiedz, nie obyło się jednak bez wątpliwości ze strony organizatora, czy tym razem stanę na linii startu. Zobowiązałem się na dwa miesiące przed maratonem, że będę uczestniczył w imprezie biegowej. Jako, że nie rzucam słów na wiatr, jak postanowiłem tak zrobiłem. Zapraszam do relacji z jednego z najcięższych dla mnie maratonów.
      Moją podróż do Lozanny rozpocząłem w Warszawie, gdzie na Dworcu Zachodnim wsiadłem do autobusu, który wyruszał do Lozanny. We Wrocławiu czekała mnie przesiadka do innego autobusu. Z przykrością muszę stwierdzić, że była to jedna z gorszych podróży w moim życiu. Osobiście podróżowanie autokarami bardzo mnie męczy i raczej preferuję podróż autem, bądź samolotem. Nie mniej jednak tym razem zdecydowałem się na taki, a nie inny środek transportu. Podróż do Lozanny trwała bardzo długo, bo 24 godziny. Z Warszawy wyjechałem  o 15:30, a w Lozannie byłem o 15:15 dnia następnego. W prawdzie nie czułem się jakoś specjalnie zmęczony po podróży, ale czułem się trochę ospały. Mięśnie i ścięgna odczuwały te długie godziny spędzone w niewygodnej pozycji w autokarze. Kiedy wysiadłem w Lozannie poszedłem odebrać numerek i rozprostować nogi po podróży. Udałem się na spacer po mieście, ponieważ musiałem poczekać na kolegę, który miał mnie przenocować (studiowaliśmy razem w USA). W międzyczasie odebrałem pakiet na EXPO, które znajdowało się nad samym jeziorem. Geograficzne położenie miasta nie może być chyba bardziej malownicze- stolica olimpijska rozłożona jest na trzech wzniesieniach, w otoczeniu winnic, z widokiem na jezioro Genewskie i wznoszące się na przeciwległym brzegu Alpy. Ogromne wrażenie zrobiły na mnie zaśnieżone szczyty pasm górskich (strona francuska). Reszta dnia upłynęła mi na pasta party i odpoczynku po ciężkiej podróży. 
     Dzień startu zapowiadał się pogodnie, słonecznie i bezchmurnie,  z temperatura od 13-17 stopni Celsjusza. I tak też było-piękny jesienny dzień w Lozannie. Start zaplanowany był  na dosyć nietypową godzinę, bo na  9:10. Na liście startowej znajdowało się kilku mocnych biegaczy: między innymi dwóch Kenijczyków, jeden Etiopczyk, Maciej Miareczko (zwycięzca z 2013) oraz wielu utalentowanych Szwajcarów. Na starcie okazało się, że  pojawił się tylko jeden z Kenijczyków. Start usytuowany był w centrum miasta w parku, po czym  zbiegało się na drogę, która wiodła wzdłuż jeziora, aż do 22km po czym następował nawrót. Przed startem starałem się obmyślić optymalna taktykę na bieg, dostosowaną do mojej aktualnej dyspozycji. Byłem w okresie roztrenowania i moje rezultaty na zawodach nie były oszałamiające (Płock i Warka czas 10 km ok. 33:00). Poza tym sam cykl treningowy nie był adekwatnym do dystansu maratońskiego.  Założyłem sobie, że będę biegł po 3:20-3:25 na km równym tempem. Niestety moja ambicja po starcie pokrzyżowała mi plany i niepotrzebnie pobiegłem pierwsze 2 km za Kenijczykiem (rekord życiowy w maratonie 2:09:02, półmaraton 1:00:43), a tempo było zabójcze, bo po 3:05 na km.
 Po 2 km zdałem sobie sprawę, że nie jestem gotowy nawet na bieg po 3:20 , więc okiełznałem swoją ambicję i starałem się zwolnić. Było to niesłychanie trudne, ale  stopniowo udało mi się dojść  do granicy 3:20 na km i te tempo starałem się utrzymać do końca.  Kiedy minąłem 10km z czasem 32:50 zdałem sobie sprawę, że nie dam rady utrzymać tego tempa. Nie czułem lekkości biegu  i podejrzewałem, że  prędzej czy później zetnie mnie i będę musiał sam walczyć ze sobą i z dystansem. W tym momencie miałem dwie opcje: 

1. Biec tym samym tempem i starać się utrzymać je jak najdłużej się da, byle do  34-35 km, bo ostatnie 7 km zawsze można „wymęczyć”  po 4:00 i utrzymać 2 miejsce, gdyż ekipa za mną była daleko i cały czas powiększałem przewagę nad nimi.
2. Zwolnić i biec razem z grupką za mną.
     Zdecydowałem się na opcje pierwszą. Do 21 km (1:11:11) biegło mi się dobrze, potem troszkę zwolniłem, ale dalej starałem się trzymać tempo. Od 26km czułem, że siły zaczynają mnie opuszczać. Potem było już tylko gorzej- strasznie się męczyłem i każdy następny km był wolniejszy. Na 28 km biegałem już po 3:50, na 30 km już po 4:00, na 32 km zegarek pokazywał powyżej 4:00 na km. Wtedy zaczął się mój dramat. Na 33 km mój zegarek Adidasa samoczynnie się wyłączył, do tej pory nie wiem z jakiej przyczyny, ponieważ baterie miałem naładowaną. Od tego momentu nie wiem nawet po ile biegłem, ale chyba nawet nie chcę wiedzieć, ponieważ to była straszna walka z samym sobą. Ostatnie 10 km , było dla mnie koszmarne. W pewnym momencie miałem problem z podnoszeniem kolan. Nie mogłem nic zrobić kiedy na 35 km minął mnie Szwajcar. Wydawało mi się, że minął mnie z ogromną prędkością, a ja zatrzymałem się w miejscu (on biegł równo 1:14:05 i 1:14:00-półmaraton). Ostatnie 7 km  było jedynie walką o utrzymanie 3 miejsca, gdyż za mną w szybkim tempie zbliżał się kolejny zawodnik. Na ostatnich kilometrach ciągle się odwracałem  za siebie, aby sprawdzić gdzie jest mój rywal , który sukcesywnie zmniejszał dystans. Ostatnie 4 km były dla mnie  na tyle ciężkie i wyczerpujące, że nawet nie pamiętam dokładnie trasy. Byłem tak osłabiony i  wycieńczony, że po przekroczeniu linii mety padłem na ulicę. Nie wiedziałem gdzie jestem, nie wiedziałem co do mnie mówią, widziałem rozmazane postacie. Oczywiście szybka pomoc zaplecza medycznego i doprowadzenie mnie do namiotu, polewanie zimną wodą, sprawiły że po około 25 min doszedłem do siebie. Mimo to, nadal miałem problemy z utrzymaniem równowagi i organizatorzy musieli delikatnie przesunąć dekorację, ponieważ nie byłem w stanie utrzymać się na nogach. Po około 40 min w namiocie, było już ze mną dużo lepiej i poszedłem samodzielnie na dekorację. Maraton udało się ukończyć na 3 miejscu z czego jestem zadowolony, bo to kolejne podium w międzynarodowym maratonie. Nie jestem natomiast zadowolony z czasu- gdyż 2:30:48 jest dużo poniżej moich możliwości. Natomiast pretensje mogę mieć tylko do siebie. Popełniłem wiele błędów taktycznych podczas tego biegu.  Maraton w Szwajcarii rozpatruje w kategoriach kolejnej nauki na przyszłość, na razie zdobywam cenne doświadczenie w biegach maratońskich, gdyż jestem bardzo młodym maratończykiem. Tak naprawdę  jest to dopiero drugi rok mojej kariery maratońskiej, więc uważam, że jeszcze wszystko przede mną. 

    Podsumowując cały bieg, jestem szczęśliwy, że kolejny raz stanąłem na podium w maratonie w kolejnym europejskim mieście. Jestem dumny, że mogę godnie reprezentować Polskę i zarazem każdego Polaka na arenie międzynarodowej. Chciałem jeszcze opisać troszkę trasę i atmosferę na maratonie, aby zachęcić biegaczy do udziału w maratonie  w Lozannie. Jeżeli chodzi o trasę, to nie należy do najłatwiejszych, ponieważ trudno szukać jest tam wielu długich płaskich odcinków. Bieg zaczyna się w mieście, gdzie mamy krótką prostą, potem biegniemy cały czas pod górkę i krótki chodź ostry zbieg na drogę, która prowadzi wzdłuż jeziora. Droga przy jeziorze jest zróżnicowana, raczej z długimi, ale lekkimi podbiegami. Zdecydowanie pierwsza część dystansu jest łatwiejsza, gdyż jest więcej zbiegów, natomiast druga połowa obfituje w wiele podbiegów. Kolejnym utrudnieniem był wiatr, wiejący w twarz, który skutecznie uniemożliwiał szybkie bieganie.  Jednak wszystkie te trudności na trasie niweluje atmosfera biegu.  Jest ona  niepowtarzalna, przebieganie przez małe wioski, wąskie uliczki gdzie jest bardzo dużo kibiców wspierających i motywujących wszystkich maratończyków. Po prostu nie da się tego opisać. Jak wspomniałem na początku, położenie Lozanny jest bardzo malownicze. Śmiało mogę powiedzieć, że trasa maratonu w Lozannie jest najpiękniejszą trasą jaką kiedykolwiek biegłem.  Z drugiej strony trafiłem na idealna pogodę: słonecznie, ciepło,

bezchmurnie, więc podczas biegu mogłem podziwiać te piękne widoki. Organizacja i atmosfera bez zarzutu, wszystko dopięte na ostatni guzik jak w szwajcarskim zegarku. Polecam Wojtek.